piątek, 9 listopada 2012

oops, i did it again...

no dobra.
dobra.
ja wiem. trochę mi się zapomniało. trochę bardzo. ale może to i lepiej? bo im mniej osób pamięta o tej stronie, tym ciekawiej. mogę umieszczać tu różne rzeczy, a i tak małe prawdopodobieństwo, że czeka mnie jakikolwiek odzew. jesień, tak - Cage, oczywista oczywistość. ale nie lubię tej przejściowej pory roku. zdecydowanie wolę zimę. wychowałam się na Królowej Śniegu, więc czymś, co kocham ponad wszystko inne są płatki śniegu, styczniowa aura oraz nawet, w skrajnych przypadkach, przemoczone buty. kiedyś, wydaje mi się, że w innym życiu, dawno temu tato sadzał mnie na kolanach, i pokazywał coś niesamowitego - serię 'Żywe Książki'. nie ma słów, którymi mogłabym wyrazić przywiązanie i uczucia, jakimi darzę właśnie tamte wspomnienia. bez nich nie istniałaby midonika, taka, jaką jestem teraz. cały czas jestem dzieckiem, ale brakuje mi tamtych chwil. ostatnio mam dobrą passę. życie jakoś mija zbyt szybko, czas w końcu przystopować, ale teraz nie potrafię. zbyt dobrze się bawię.
  Postanowiłam pisać tu coś trochę bardziej...produktywnego. bo smęty potrafi skrobać każdy. skrobać, haha. moje życie po ostatnim ognisku już nigdy nie będzie takie samo. tak sobie myślę, że gdybym była normalna, byłoby nudno. nie tylko mi, ale też innym. niedawno doszłam do wniosku, że jeżeli nie będę się szczerze śmiać przynajmniej raz dziennie, można uznać go za stracony. może to trochę patetyczne, ale uwielbiam dodawać podniosłej nuty do zwykłych czynności. tak jest ciekawiej i weselej. jutro OBOWIĄZKOWO dodam kolejny wpis, bo muszę uciekać. ale wrócę, na wasze nieszczęście ;-)