Planowałam pisać regularnie, ale niestety jak zwykle zaniedbałam swoje postanowienie. Tak było od zawsze. Postanowiłam trochę powalczyć ze ogólnym zniechęceniem - i piszę.
Zauważyłam, że jeżeli czegoś(ewentualnie kogoś) unikam, jak na złość będę co chwilę napotykać to na swojej drodze. Gdybym nagle obrzydziła sobie szynkę, wszędzie bym ją czuła. Głupi, bezsensowny przykład, ale tak to działa. Albo jak jakieś zachowanie lub tekst doprowadza mnie do szału, mogę być pewna, że będę słyszała je raz za razem. Działa to też w stronę odwrotną. Szukam kogoś (czegoś) wzrokiem, ale jakby wszelakie symbole zostały usunięte, wymazane, zniszczone.
A tak z oklepanej, przyziemnej rury to strasznie ekscytuję się tym, że za 9 dni jadę w końcu na zieloną szkołę. Nie sam fakt wycieczki, ale odległości jest świetny. Tego, że w końcu odpocznę od Nowej Rudy. Odpocznę od tych szkolnych korytarzy. Od osób i miejsc, które dawno mi obrzydły. Boję się tylko, że po powrocie coś może się zmienić, a mnie ominie ten moment. No tak, zadzwonił telefon, wena wyparowała. Dokończę, jak przynajmniej część myśli wróci na swoje miejsce. Tymczasem miłego wieczoru!
wtorek, 29 maja 2012
sobota, 12 maja 2012
second
miała nastąpić mała zmiana w prowadzeniu bloga, ale wszytko wskazuje na to, że jednak jej nie będzie.
w ogóle nie wiem co i jak mam zmieniać, w jaki sposób operować tym blogiem, ale mam nadzieję, że z czasem całkiem się oswoję.
pogoda jest zniewalająca,wprost uwielbiam zasnute chmurami niebo, zero słońca oraz możliwość spadnięcia deszczu dosłownie w każdej chwili. to może teraz do meritum - zakochani nastolatkowie. ja naprawdę rozumiem, że czasami ( ale przecież nie zawsze!) są to mocne uczucia, a nie wyłącznie krótkotrwała wzajemna fascynacja. denerwuje mnie to, bo niemal z każdej strony otaczają mnie tłumy kompletnie zapatrzonych w siebie. niezmiennie wszyscy obnoszą się z tym, twierdząc, że to 'ten jedyny, 'ta jedyna' lub opowiadając co będą robić za 20 lat, ile będą mieć dzieci etc. najlepsze jest to, że tydzień później już się do siebie nie odzywają, a po rzekomym gorącym uczuciu nie ma śladu. wtedy właśnie dzieję się to, co mnie irytuje, a może nawet przeraża jeszcze bardziej. stopniowo nasi rówieśnicy tracą poczucie siły słowa 'miłość', używają go stale, robiąc z niego pospolity zbitek liter. jak nauczymy się kochać nawzajem, skoro nikt nie będzie pamiętał, co to oznacza? statystyki rozwodów w zawrotnym tempie rosną, a przywiązanie między ludźmi jest tylu umowne i chwilowe. może to tylko kolejna cecha tego nowoczesnego społeczeństwa XXI wieku, a może powolnie postępująca znieczulica, robiąca z nas niezdolnych do prawdziwego uczucia, emocjonalnie wypranych ludzi?
____
wychodzę z założenia, że myśli niespisane marnują się. tak było ze mną aż do teraz, ale zamierzam to zmienić.
w ogóle nie wiem co i jak mam zmieniać, w jaki sposób operować tym blogiem, ale mam nadzieję, że z czasem całkiem się oswoję.
pogoda jest zniewalająca,wprost uwielbiam zasnute chmurami niebo, zero słońca oraz możliwość spadnięcia deszczu dosłownie w każdej chwili. to może teraz do meritum - zakochani nastolatkowie. ja naprawdę rozumiem, że czasami ( ale przecież nie zawsze!) są to mocne uczucia, a nie wyłącznie krótkotrwała wzajemna fascynacja. denerwuje mnie to, bo niemal z każdej strony otaczają mnie tłumy kompletnie zapatrzonych w siebie. niezmiennie wszyscy obnoszą się z tym, twierdząc, że to 'ten jedyny, 'ta jedyna' lub opowiadając co będą robić za 20 lat, ile będą mieć dzieci etc. najlepsze jest to, że tydzień później już się do siebie nie odzywają, a po rzekomym gorącym uczuciu nie ma śladu. wtedy właśnie dzieję się to, co mnie irytuje, a może nawet przeraża jeszcze bardziej. stopniowo nasi rówieśnicy tracą poczucie siły słowa 'miłość', używają go stale, robiąc z niego pospolity zbitek liter. jak nauczymy się kochać nawzajem, skoro nikt nie będzie pamiętał, co to oznacza? statystyki rozwodów w zawrotnym tempie rosną, a przywiązanie między ludźmi jest tylu umowne i chwilowe. może to tylko kolejna cecha tego nowoczesnego społeczeństwa XXI wieku, a może powolnie postępująca znieczulica, robiąca z nas niezdolnych do prawdziwego uczucia, emocjonalnie wypranych ludzi?
____
wychodzę z założenia, że myśli niespisane marnują się. tak było ze mną aż do teraz, ale zamierzam to zmienić.
czwartek, 10 maja 2012
first.
chyba jednak tego nie przemyślałam, ale skoro coraz więcej osób tworzy blogi, czemu ja mam tego nie robić? chciałabym w końcu zająć się czymś, uruchomić kreatywne myślenie, albo chociaż spróbować. jeszcze się zastanowię, jaki kierunek obiorę, ale chyba mam już gotowy pomysł. wiem, czego chciałabym za wszelką cenę uniknąć - smęcenia o 'wielkiej miłości', i innych tego typu rozterkach milionów (jak nie więcej) nastolatków. dodam osobnego posta na ten temat. i nie, nie będę tu psychologować, bo ani nie potrafię, ani nie uśmiecha mi się bawienie w terapeutę od spraw specjalnych. zbyt wiele sytuacji jest ignorowanych choćby nawet i w zwykłym społeczeństwie, grupach rówieśniczych. ale o tym później, bo zbyt wiele nagromadziło się we mnie frustracji na temat właśnie...osób wokół mnie, świata wokół mnie, realiów. mam nadzieję, że niebawem wkręcę się w pisanie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)