środa, 27 czerwca 2012

muzyka.

no to coś, co wywołuje u mnie dość skrajne emocje. utwór może porwać, albo być przezroczystym, godnym znienawidzenia tworem. nie mam na myśli jedynie muzyki masowej, chodzi mi o jakąkolwiek formę. często podoba mi się coś, czego raczej te nasze pokolenia nie nazwałyby 'muzyką'. to trochę smutne, bo tak powoli postępuje martwica kulturalna, a radia, programy muzyczne, sklepy w tym nie pomagają. nie mówię, że coś okropnego, bo lubię w większości te projekty z XX, XXI wieku. ciężko jest nam (ludziom) stworzyć coś pięknego, szczególnie gdy tego nigdy nie zaznaliśmy tak naprawdę, ale dzisiejsza muzyka zdobywa nas na wiele sposobów. Wiążemy się z nią wspomnieniami, nigdy nie słuchałam reggae nałogowo, ale są utwory, do których chętnie wracam, bo przypominają piękne lato, wieczory i to, jak było parę lat temu. Od czwartej klasy całkiem pochłonęło mnie coś zupełnie innego. może to ma coś wspólnego z tym, że nigdy nie chciałam niknąć w tłumie, w każdym razie nie obnoszę się ze swoimi preferencjami, gustem, bo nie chcę być jedną z tych osób, które tymczasowo uległy modzie na np. Guns'n'roses, Metallicę czy Pezeta, tylko dlatego, że to podniesie ich opinię publiczną. Denerwuje mnie to, czasami wręcz dobija,a najgorsze jest to,że oni tego nie czują, kują, słuchają na siłę czegoś.Tylko dlatego, że wypada. Mam sentyment do muzyki celtyckiej, albo irlandzkiej, ale My reason linkinów, w ogóle ich całokształt też bardzo mi się podoba. Ale są gusta i guściki, a jak to się mówi - o gustach się nie dyskutuje.

1 komentarz:

  1. Cieszę się z nowego wpisu ! jak zwykle mądrze napisany ! Podzielam całkowicie twoje zdanie.Tyle że mnie takie osoby słuchające "modnej" muzyki po prostu strasznie irytują. Z niecierpliwością czekam na kolejny wpis ! Do zobaczenia na gitarze :]

    OdpowiedzUsuń