czwartek, 13 grudnia 2012

śmiechaweczka.

zabawne, że teraz wypadnie tyle tych występów. mam tylko nadzieję, że na nikogo nie zwymiotuję, nie stracę przytomności bądź nie przytrafi mi się inna cudowna rzecz. szkoda, że nie umiem radzić sobie ze stresem. chciałabym być odważniejsza. czasem słyszę : ' Domi, co ty! Ty jesteś bardzo odważna'. bardzo fajnie, że tak to wygląda, przynajmniej potrafię utrzymać nerwy w sobie. nie powinnam się cieszyć, bo przez to emocje męczą mnie dłużej i intensywniej niż powinny. na szczęście nie będę musiała być sama. najgorsze jest to, że jeśli zaczną drżeć mi ręce, to już po występie. nic nie zagram lub zagram źle. ale dobra, nie ma to jak wyrzucać frustracje na bloga.
strasznie, strasznie chcę zobaczyć film 'Pokłosie' to jest właśnie kwintesencja polskiej mentalności, a przynajmniej takie ma recenzje. nie mogę powiedzieć, czy jest dobry, póki go nie zobaczę. tak się zastanawiałam nad blogiem partnerskim, z kimś innym. myślę, że to byłby dobry pomysł, bo jeśli robię to sama - wiadomo jak 'systematycznie' - nigdy nie starcza mi zapału i entuzjazmu na dłużej.
jak tylko pozyskam odpowiednie artefakty, zamierzam zrobić coś na kształt videobloga, ale znów - nie sama. to może okazać się bardzo ciekawe.
stay cool, at the window.

piątek, 9 listopada 2012

oops, i did it again...

no dobra.
dobra.
ja wiem. trochę mi się zapomniało. trochę bardzo. ale może to i lepiej? bo im mniej osób pamięta o tej stronie, tym ciekawiej. mogę umieszczać tu różne rzeczy, a i tak małe prawdopodobieństwo, że czeka mnie jakikolwiek odzew. jesień, tak - Cage, oczywista oczywistość. ale nie lubię tej przejściowej pory roku. zdecydowanie wolę zimę. wychowałam się na Królowej Śniegu, więc czymś, co kocham ponad wszystko inne są płatki śniegu, styczniowa aura oraz nawet, w skrajnych przypadkach, przemoczone buty. kiedyś, wydaje mi się, że w innym życiu, dawno temu tato sadzał mnie na kolanach, i pokazywał coś niesamowitego - serię 'Żywe Książki'. nie ma słów, którymi mogłabym wyrazić przywiązanie i uczucia, jakimi darzę właśnie tamte wspomnienia. bez nich nie istniałaby midonika, taka, jaką jestem teraz. cały czas jestem dzieckiem, ale brakuje mi tamtych chwil. ostatnio mam dobrą passę. życie jakoś mija zbyt szybko, czas w końcu przystopować, ale teraz nie potrafię. zbyt dobrze się bawię.
  Postanowiłam pisać tu coś trochę bardziej...produktywnego. bo smęty potrafi skrobać każdy. skrobać, haha. moje życie po ostatnim ognisku już nigdy nie będzie takie samo. tak sobie myślę, że gdybym była normalna, byłoby nudno. nie tylko mi, ale też innym. niedawno doszłam do wniosku, że jeżeli nie będę się szczerze śmiać przynajmniej raz dziennie, można uznać go za stracony. może to trochę patetyczne, ale uwielbiam dodawać podniosłej nuty do zwykłych czynności. tak jest ciekawiej i weselej. jutro OBOWIĄZKOWO dodam kolejny wpis, bo muszę uciekać. ale wrócę, na wasze nieszczęście ;-)

środa, 4 lipca 2012

niepogoda

nie chcę smęcić o braku pogody, bo takie sytuacje maja miejsce podczas każdego lata. identyczny schemat - deszcz, burza, powódź. początek wakacji już za nami, a ja nie zrealizowałam swoich planów. właściwie nie z mojego powodu, ale nie będę się upominać. w każdym razie nie zniechęcam się. mam dwie części władcy pierścieni do przeczytania, dużo rzeczy do zrobienia i obawiam się, że te dwa miesiące miną zbyt szybko. nie chcę wracać do tej szkoły, a właściwie klasy. może inaczej będę na to patrzeć we wrześniu, jak trochę odpocznę. najgorsze jest to, że to ostatni rok. jutro dodam jeszcze jednego posta, tymczasem jestem już zmęczona i nie mogę dobrze pozbierać myśli.

czwartek, 28 czerwca 2012

wakacje? nie całkiem.

choć od wakacji dzielą mnie w tej chwili godziny, jakoś się nie cieszę. o wiele bardziej ekscytowałam się na myśl o zielonej szkole. wciąż wspominam sobie  czas spędzony w Rowach. niesamowity czas. ciągle znajduję symbole, namiastki tamtego miejsca. ten niesamowicie czysty piach wciąż wysypuje się z zakamarków torby, a kamienie pachną morzem. są jeszcze zdjęcia - choć tak niewiele. to musi mi wystarczyć, do kolejnego takiego wyjazdu. w tym roku najprawdopodobniej jeszcze raz czeka mnie morze, co cieszy mnie niezmiernie. uwielbiam ten szum, piach czasami tak nagrzany, że brak butów jest  samobójstwem, zasypianie w środku dnia,a potem budzenie się z poparzeniami pierwszego stopnia. to jednak nie to samo, co spędzenie czasu z przyjaciółmi, oderwanie się od rzeczywistości. mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócę.

a tak btw. dodałam nową zakładkę - muzykę, zdjęcia. powoli będę ją zapełniała. oczywiście, jeżeli wystarczy mi mojego chwilowego zapału

środa, 27 czerwca 2012

muzyka.

no to coś, co wywołuje u mnie dość skrajne emocje. utwór może porwać, albo być przezroczystym, godnym znienawidzenia tworem. nie mam na myśli jedynie muzyki masowej, chodzi mi o jakąkolwiek formę. często podoba mi się coś, czego raczej te nasze pokolenia nie nazwałyby 'muzyką'. to trochę smutne, bo tak powoli postępuje martwica kulturalna, a radia, programy muzyczne, sklepy w tym nie pomagają. nie mówię, że coś okropnego, bo lubię w większości te projekty z XX, XXI wieku. ciężko jest nam (ludziom) stworzyć coś pięknego, szczególnie gdy tego nigdy nie zaznaliśmy tak naprawdę, ale dzisiejsza muzyka zdobywa nas na wiele sposobów. Wiążemy się z nią wspomnieniami, nigdy nie słuchałam reggae nałogowo, ale są utwory, do których chętnie wracam, bo przypominają piękne lato, wieczory i to, jak było parę lat temu. Od czwartej klasy całkiem pochłonęło mnie coś zupełnie innego. może to ma coś wspólnego z tym, że nigdy nie chciałam niknąć w tłumie, w każdym razie nie obnoszę się ze swoimi preferencjami, gustem, bo nie chcę być jedną z tych osób, które tymczasowo uległy modzie na np. Guns'n'roses, Metallicę czy Pezeta, tylko dlatego, że to podniesie ich opinię publiczną. Denerwuje mnie to, czasami wręcz dobija,a najgorsze jest to,że oni tego nie czują, kują, słuchają na siłę czegoś.Tylko dlatego, że wypada. Mam sentyment do muzyki celtyckiej, albo irlandzkiej, ale My reason linkinów, w ogóle ich całokształt też bardzo mi się podoba. Ale są gusta i guściki, a jak to się mówi - o gustach się nie dyskutuje.

wtorek, 26 czerwca 2012

stwierdziłam, że zrobię kilka wpisów za jednym zamachem. zaniedbałam tą stronę, właściwie od samego początku. popadłam dzisiaj w lekką melancholię, a nawet  zwątpienie. nie chcę specjalnie zgłębiać się w szczegóły, a zwłaszcza dlatego, że większość doskonale wie co wydarzyło się w przeciągu ostatniego tygodnia. podziwiam niewzruszone postawy wielu osób. a może raczej nie podziwiam - dziwię się im.
ja sama nie wiem co myśleć. chciałabym,żeby ten tydzień się skończył,ale obawiam się, że to nic nie da.

wtorek, 29 maja 2012

po przerwie.

Planowałam pisać regularnie, ale niestety jak zwykle zaniedbałam swoje postanowienie. Tak było od zawsze. Postanowiłam trochę powalczyć ze ogólnym zniechęceniem - i piszę.
 Zauważyłam, że jeżeli czegoś(ewentualnie kogoś) unikam, jak na złość będę co chwilę napotykać to na swojej drodze. Gdybym nagle obrzydziła sobie szynkę, wszędzie bym ją czuła.  Głupi, bezsensowny przykład, ale tak to działa. Albo jak jakieś zachowanie lub tekst doprowadza mnie do szału, mogę być pewna, że będę słyszała je raz za razem. Działa to też w stronę odwrotną. Szukam kogoś (czegoś) wzrokiem, ale jakby wszelakie symbole zostały usunięte, wymazane, zniszczone.
A tak z oklepanej, przyziemnej rury to strasznie ekscytuję się tym, że za 9 dni jadę w końcu na zieloną szkołę. Nie sam fakt wycieczki, ale odległości jest świetny. Tego, że w końcu odpocznę od Nowej Rudy. Odpocznę od tych szkolnych korytarzy. Od osób i miejsc, które dawno mi obrzydły. Boję się tylko, że po powrocie coś może się zmienić, a mnie ominie ten moment. No tak, zadzwonił telefon, wena wyparowała. Dokończę, jak  przynajmniej część myśli wróci na swoje miejsce. Tymczasem miłego wieczoru!

sobota, 12 maja 2012

second

miała nastąpić mała zmiana w prowadzeniu bloga, ale wszytko wskazuje na to, że jednak jej nie będzie.
w ogóle nie wiem co i jak mam zmieniać, w jaki sposób operować tym blogiem, ale mam nadzieję, że  z czasem całkiem się oswoję.
pogoda jest zniewalająca,wprost uwielbiam zasnute chmurami niebo, zero słońca oraz możliwość spadnięcia deszczu dosłownie w każdej chwili. to może teraz do meritum - zakochani nastolatkowie. ja naprawdę rozumiem, że czasami ( ale przecież nie zawsze!) są to mocne uczucia, a nie wyłącznie krótkotrwała wzajemna fascynacja. denerwuje mnie to, bo niemal z każdej strony otaczają mnie tłumy kompletnie zapatrzonych w siebie. niezmiennie wszyscy obnoszą się z tym, twierdząc, że to 'ten jedyny, 'ta jedyna' lub opowiadając co będą robić za 20 lat, ile będą mieć dzieci etc. najlepsze jest to, że tydzień później już się do siebie nie odzywają, a po rzekomym gorącym uczuciu nie ma śladu. wtedy właśnie dzieję się to, co mnie irytuje, a może nawet przeraża jeszcze bardziej.  stopniowo nasi rówieśnicy tracą poczucie siły słowa 'miłość', używają go stale, robiąc z niego pospolity zbitek liter. jak nauczymy się kochać nawzajem, skoro nikt nie będzie pamiętał, co to oznacza? statystyki rozwodów w zawrotnym tempie rosną, a przywiązanie między ludźmi jest tylu umowne i chwilowe. może to tylko kolejna cecha tego nowoczesnego społeczeństwa XXI wieku, a może powolnie postępująca znieczulica, robiąca z nas niezdolnych  do prawdziwego uczucia, emocjonalnie wypranych ludzi?
____
wychodzę z założenia, że myśli niespisane marnują się. tak było ze mną aż do teraz, ale zamierzam to zmienić.

czwartek, 10 maja 2012

first.

chyba jednak tego nie przemyślałam, ale skoro coraz więcej osób tworzy blogi, czemu ja mam tego nie robić? chciałabym w końcu zająć się czymś, uruchomić kreatywne myślenie, albo chociaż spróbować. jeszcze się zastanowię, jaki kierunek obiorę, ale chyba mam już gotowy pomysł. wiem, czego chciałabym za wszelką cenę uniknąć - smęcenia o 'wielkiej miłości', i innych tego typu rozterkach milionów (jak nie więcej) nastolatków. dodam osobnego posta na ten temat. i nie, nie będę tu psychologować, bo ani nie potrafię, ani nie uśmiecha mi się bawienie w terapeutę od spraw specjalnych. zbyt wiele sytuacji jest ignorowanych choćby nawet i w zwykłym społeczeństwie, grupach rówieśniczych. ale o tym później, bo zbyt wiele nagromadziło się we mnie frustracji na temat właśnie...osób wokół mnie, świata wokół mnie, realiów. mam nadzieję, że niebawem wkręcę się w pisanie.